Dlaczego nie lubię golfa?

Ostatnio jedna z rozgłośni radiowych „nastawiła się” na promowanie golfa jako dyscypliny, którą mógłby uprawiać przeciętny Polak. Zaproszeni przez kilka dni do studia goście (w tym trenerzy) zachęcali do przyjazdu na pole golfowe i nauczeniu się podstaw pod opieką trenera.

Słuchałam, myślałam i doszłam do wniosku, że mówię nie.

Zakładam, ze jeżeli mówimy o amatorskim uprawianiu jakiegokolwiek sportu to bierzemy pod uwagę również to, że możemy się ubrudzić i spocić, itd., itp.. Bierzemy piłkę, rower czy co tam mamy pod ręką i idziemy „uprawiać” :). Przy golfie nawet dopiero ucząc się powinniśmy przyjść na pole golfowe ubrani jeśli nie elegancko to przynajmniej niecodziennie. Czyli uczę się dopiero, ale już mam zacząć od ubioru, nie od sprzętu czy ćwiczenia umiejętności. Zamiast rozrywki mam sztywne zasady. Ktoś mógłby powiedzieć: a jeździectwo? Owszem tam jest wymagany elegancki ubiór (na który składają się m.in. białe spodnie do konnej jazdy, marynarka itp.), ale dopiero na zawodach. Amatorzy jeżdżą ubrani jak chcą. Nawet w tenisie od niedawna zawodnicy zaczęli odchodzić od dominującej kiedyś bieli.

I tak sobie myślę czy owa kwestia z ubraniem nie czyni z golfa sportu dla snobów. Ubierz się ładnie i zasuwaj po gładko wystrzyżonym polu, od czasu do czasu trafiając piłką do dołka. Nie chcę przez to powiedzieć, że w golfie technika nie ma znaczenia. Ale mogę z całą mocą podkreślić, że jest to jedyny sport, w którym ubranie nie pełni funkcji ochronnej czy poprawiającej wygodę ćwiczącego.

A poza tym jak idę uprawiać sport, to chcę wrócić zmęczona, szczęśliwa, czasem nawet brudna, ale dzięki temu wiem, że moje ciało fizycznie sobie odreagowało.

W wymuskanym golfie nie widzę dla siebie takiej możliwości.