Handlujmy w niedzielę

Wyborczą sobie czytam. A tam pan Bartosz T. Wieliński pochylił się nad godnością kobiet pracujących niedzielami w supermarketach. I apeluje i prosi i przekonuje, żeby nie musiały tego robić. Miło. Fajnie jest mieć wolne niedziele. Można do kościoła iść. Albo nie iść. Ugotować obiad. I takie tam.

Co prawda wyliczono że zakaz handlu w niedzielę spowoduje zwolnienie 70 tysięcy osób (głównie kobiet). Ale jak z ogromną pewnością siebie stwierdza pan Bartosz T. Wieliński: „Państwo nie może jednak patrzeć wyłącznie na cyfry w tabelkach, musi szanować też godność obywateli. A w sytuacji gdy kasjerka z supermarketu ma wolną jedną niedziele w miesiącu (lub pracuje we wszystkie) tę godność się narusza. Co z tego, że może wybrać w tygodniu dzień wolny? Co jej po wolnej środzie, skoro jej dzieci do południa będą w szkole a mąż w pracy.” Wzruszyłam się. Zaiste, 70 (niechby nawet 60 czy tylko 50) tysięcy bezrobotnych kobiet byłyby tylko cyferkami  tabelkach. Nikt by ich bezrobocia nie zauważył i nie odczuł, a już zwłaszcza one same. Byłyby zajęte odczuwaniem godności, tym większej że nie musiałyby pracować nie tylko w żadną niedzielę, ale po prostu w żaden dzień tygodnia.

Nie odczułyby tego też z pewnością jej dzieci – przy okazji skąd pewność, że wszystkie kasjerki mają mężów? Mamusia nie ma pracy, super, nie ma forsy super, za to niedziela będzie dla nas. Nie odczują ich mężowie/partnerzy – o ile ich mają – przy okazji skąd pewność, że oni pracują? Nie wiem też, skąd pewność, że kasjerka pracująca w niedzielę nie może mieć wolnej soboty, w którą dzieci bynajmniej do szkoły nie chodzą. I część mężów/partnerów mających pracę też ma wolne. Nie wiem tak samo, dlaczego przebywanie z dziećmi w środę od południa jest tragedią życiową, w dodatku zdecydowanie większą niż brak pieniędzy na ich nakarmienie. A nie, przepraszam, najedzą się godnością niepracowania w niedziele. Kościół który tak bardzo chce zakazu niedzielnego handlu pewnie im tę godność zamieni w chleb i ryby.

Poza tym: chętnie dałabym kasjerkom więcej wolnego. Naprawdę. Ale jeśli ceną tych wolnych dni ma być kilkadziesiąt tysięcy bezrobotnych kobiet, przeważnie w średnim wieku i bez wielkich kwalifikacji, czyli mających najmniejsze szanse na nową pracę, to uważam że nie warto. Cyferki w tabelkach. Godność. Wartości rodzinne. A może by tak trochę realizmu?